Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/crede.w-chyba.wroclaw.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
się do wspinania. Z górnych gałęzi musiał rozciągać się

wiedział.

się do wspinania. Z górnych gałęzi musiał rozciągać się

Prawdę mówiąc, zaczynali ją nudzić. Areszt
stopniu.
Zamrugał. Amy miała zamknięte oczy,
w jakim nastroju i stanie wyruszył na polowanie.
wypadek Weszła na drabinę, by wymienić
czuć jak człowiek. W każdym razie na tyle, by zauważyć nagie
– To zależy od punktu widzenia – odrzekł Plato. – Może
- Vixen, zaczekaj tu chwilę.
rodziły dzieci. Potem szło jeszcze szybciej.
Wyszli z pałacu. Dzieciaki pobiegły przodem w stronę
Ta umiejętność bardzo jej się przydała, gdy zaczęła
– Nie rozumiem, Lucy. O co ci chodzi?
Madison niechętnie zeszła ze schodków i Sebastian wreszcie
– Plato powinien przysłać z nami uzbrojonego strażnika –

Kątem oka widział, że Hayes szykuje się do skoku, chce go powstrzymać, ale Montoya

Poszperał trochę w Internecie, poszukał czegoś o Alanie Grayu, zadzwonił do O1ivii,
Valdez? Gdy skojarzył, serce stanęło mu w piersi, oparł się wygodnie w krześle i pstrykał
sobowtórem, skoro żona potrzebuje go w domu? Skoro grozi jej niebezpieczeństwo?
Otworzyła furtkę i weszła na teren osiedla, gdy zaćwierkał jej telefon. Spojrzała na
Tak, lepiej wcześniej niż później.
przekonaniu. Zostawienie go było mądrym posunięciem. Wystarczyło pójść na przystanek,
Bentzowi zrobiło się niedobrze. To szaleństwo. Nawet przez moment nie wierzył, że ktoś,
– Oj! Będę niedługo.
zdradzać tylu informacji przez telefon.
rozdaniu świadectw maturalnych. Albo: Nigdy nie pojadę do Europy, nie mam na to czasu. A
do diabła, miała wreszcie odzyskać to, co jej się należy. Jeśli te cholerne plotki nie były tylko plotkami, to ma prawo do części fortuny Montgomerych. Ale sprawiedliwość nie była rychliwa, co doprowadzało Sugar do szału. Dość już miała tego nędznego domu, a właściwie przyczepy, dość wszystkich tych „porządniejszych”, prawowitych członków rodziny, którzy traktowali ją jak śmieć. I rzygać jej się chciało od tego tańczenia dla bandy podstarzałych, wstawionych facetów, którzy spuszczali się w spodnie, gdy tylko zamachała nogami. Tak jakby któryś z nich miał u niej jakiekolwiek szanse. Była striptizerką. Nie dziwką. Żaden z tych frajerów nie mógł liczyć, że za parę dwudziestek wetkniętych do majtek pójdzie z nim do samochodu i zrobi mu loda. Więc lepiej, żeby Flynn szybko doprowadził sprawę do końca. Wraz z rodzeństwem podważyła testament Camerona, żądając połowy tego, co odziedziczyła Berneda i jej dzieci. Cholerna kupa szmalu! Nie wiedziała dokładnie ile, ale szło to w miliony. Miliony! Nawet jeśli podzielić to na siedem części, między wszystkich potomków, to było tego więcej, niż mogłaby zarobić przez całe życie jako striptizerka. Ile mogłaby zdziałać, mając choćby część tych pieniędzy! Nie tylko ona, ale i Cricket, i Dickie. - Też ich pragniesz - zauważył Dickie, jakby czytał w jej myślach. - Już czujesz ich smak. - Flynn powiedział, że to może potrwać latami. - Pieprzenie. Nie mam zamiaru tyle czekać. - Robi, co może. - Ten tłusty dupek? - Dickie prychnął pogardliwie. - Nie słyszałeś, że cierpliwość jest cnotą? - Nie wierz w to. Jeśli bardzo się czegoś chce, można to dostać. Wiem to już od dawna - powiedział. Sugar spojrzała wymownie na zegar nad lodówką. - Muszę iść do klubu - powiedziała, sięgając po torebkę. - W porządku. - Dickie naciągnął czapkę na głowę i ruszył po porysowanym linoleum w stronę drzwi. - Powiedz temu Donahue, żeby się przyłożył, bo inaczej sam będę się tym musiał zająć. - Mrugnął do niej i opanowało ją złowrogie przeczucie, że już zaczął działać. - Nie zrób nic głupiego, Dickie. - Wzięła torebkę i zaczęła szukać kluczyków do samochodu. - Ja? - zapytał, unosząc ręce w geście absolutnej niewinności. Sugar miała coraz gorsze przeczucia. Znalazła wreszcie breloczek z kluczami. - Cokolwiek robię, robię dla nas. - Mrugnął do niej, otwierając drzwi. - Pamiętaj! Gdy drzwi zatrzasnęły się za nim, Sugar przeszedł dreszcz, jakby sam diabeł chuchnął na nią lodowatym oddechem. Dickie Ray był niebezpieczny. I nieprzewidywalny. Jeśli nie będzie ostrożny, schrzani wszystko... nie mogła na to pozwolić. Zaniosła pusty kubek do kuchni, wrzuciła do zlewu i usłyszała ryk silnika furgonetki. - Nie rób tego - wyszeptała i ogarnęła ją panika. - Cokolwiek to jest, Dickie, proszę... nie rób tego. Josh Bandeaux. Intruz. Kłamca. Oszust. Trup.
nowoczesny sprzęt i duże zasoby, ale Montoya i tak wolał pracować sam. Po swojemu.
Travis skinął głową, zadowolony, że ma coś do roboty, cokolwiek, byle się przydać.
– Wiem.
ciekaw, czy ja także się z nią kontaktowałam? Czy wyskoczyłam z nią na drinka? Zaprosiłam

©2019 crede.w-chyba.wroclaw.pl - Split Template by One Page Love